wtorek, 28 maja 2013

Rozdział 15

*Perspektywa Nialla*
Tak, cholera, tak! Znowu jesteśmy razem i świat stał się lepszy. Och, mówię jak jakaś pieprzona nastolatka, która przeżywa swoją pierwszą miłość, która i tak długo nie potrwa i ona zostanie sama ze złamanym sercem. Cóż, ja już to przeszedłem. I jak widać nie jest tak źle, a cała ta miłość przeszła już swoją próbę. Być może żadne z nas nie powiedziało jeszcze tych najważniejszych słów, ale obojgu nam to nie przeszkadza. Wiemy, że takich obietnic nie rzuca się na wiatr, co robi ponad połowa społeczeństwa. Powiedzą teraz, o jaki się dorosły znalazł, a gówno wie o świecie. Zgodzę się z nimi. Nic nie wiem o świecie, ale o miłości każdy ma pojęcie, kiedy jej doświadczy. Tylko ja wiem, jak mi było ciężko, kiedy zerwałem z Kenziem zupełnie bez powodu. Wcale nie było dobrze. Miałem się uwolnić od problemów i nic z tego nie wyszło. Owszem odnowiłem kontakty rodzinne, ale nic poza tym nie zyskałem. Nie chodzi też w związku o zyski, źle to ująłem. Chodzi o czucie się swobodnie i dobrze, szczęśliwie. Ja to wszystko czułem będąc z NIM. Później jeden szybki moment i po wszystkim. Głupie zauroczenie, myślałem. Znacie piosenkę Passanger'a, Let her go? Tak na wszelki wypadek przytoczę tylko refren.
'Cause you only need a light, when it's burning low.
Only miss the sun, when it starts to snow.
Only know you love her, when you let her go.
Only know you've been high, when you feeling low.
Only hate the road, when you're missing home.
Only know you love her, when you let her go.
Ja po prostu zamieniłem sobie ją na jego. Kiedy pierwszy raz po naszym rozstaniu usłyszałem tą piosenkę w supermarkecie i akurat stałem w kolejce, dość długiej, i zmuszony byłem wysłuchać tego do końca, myślałem, że się popłaczę. Każde słowo, każda nuta, zostały głęboko wyryte w moim umyśle i sercu. Kiedy wróciłem do domu od razu dałem upust emocjom, sięgając po gitarę. Nie hamowałem wtedy łez. Ilekroć słyszałem, bądź sam grałem ten ten utwór, słona ciecz spływała po moich policzkach. Teraz to minęło. Właśnie leżę z moim chłopakiem w łóżku, po wspólnie spędzonej nocy. Nie, nie pieprzyliśmy się jak króliki na wiosnę. Czasami miło jest się do siebie po prostu poprzytulać, no nie? Nie śpię już dosyć długo, za to mój chłopak chrapie jak nie wiem. Postanowiłem pograć na xboxie. Jesteśmy u mnie, więc nie muszę się niczego krępować. Kiedy jestem w domu Kenziego, jednak mam jakieś opory, ale on w moim żadnych, co wcale mi nie przeszkadza. Chwyciłem pada, leżącego na szafce nocnej i pilotem włączyłem sprzęt. Przekręciłem się trochę na łóżku, ostatecznie będąc tyłem do śpiącego.
Nie chciało mi się wstawać, więc zacząłem grać w to, co było już w odtwarzaczu.  Gra bardzo mnie wciągnęła. Leżałem w samych bokserkach, a mimo to było mi gorąco. Odkryłem się. Nawet moja szamotanina z kołdrą nie obudziła tego śpiocha. Nie rozumiem jak tak można. Gdzieś w połowie mojej misji poczułem coś mokrego na łydce, wędrującego cały czas ku górze, po moim udzie, aż dotarło do moich bioder, pleców, szyi, a skończyło na policzku.
-Dobry- Kenzie szepnął mi do ucha swoim porannym głosem. Brakowało mi tego.
-Hej- uśmiechnąłem się, ale mój wzrok ani na chwilę nie oderwał się od dużego, płaskiego ekranu. Przecież nie mogę przegrać, za daleko zaszedłem. Lukas nie dawał za wygraną. Zaczął całować moją szyję, potem znowu plecy. Może nie byłoby to rozpraszające, gdyby mnie całego nie oślinił, co mnie niemiłosiernie łaskotało.-Długo jeszcze?- to było miłe, ale przeszkadzał mi w grze.
-A co nie podoba ci się?- na chwilę oderwał usta od mojego ciała- Tak długo, dopóki nie zaczniesz na mnie zwracać uwagi- no proszę chłopczyk chce uwagi. Zastopowałem grę, zaniepokojony tym, że już mi ni dokuczał. Odwróciłem się i zauważyłem, jak chłopak siedzi po środku łóżka po turecku, z rękoma skrzyżowanymi na piersi i urażoną miną niczym dziecko.
-Co jest?- zapytałem zdezorientowany.
-Serio? Nie wiesz?
-Ej, kiedy zmieniłeś płeć? Zachowujesz się jak dziewczyna. Nie pieprzyliśmy się ostatnio, żeby okres ci się spóźniał.
-Zmieniłeś się- powiedział z wyrzutem.
-Nie, Lukas. Po prostu tak się zachowujesz.
-Jasne, znowu moja wina, prawda? Ty zawsze jesteś małym, słodkim i bezbronnym Irlandczykiem.
-Kto tak powiedział?- zdezorientowałem się- Okej, tym razem moja wina. Tylko powiedz mi, co zrobiłem- wywróciłem oczami.
-Nie wywracaj na mnie oczami!- krzyknął- To nasza pierwsza noc spędzona razem, bo zazwyczaj TY pracowałeś. Jedyny dzień, kiedy oboje mamy wolne. Budzę się rano i zamiast twojej twarzy widzę twoje stopy. Serio, wolałbym twarz. Jeszcze kiedy próbuje się z tobą przywitać, dochodząc do twojej twarzy, nie zatrzymuj się na słowie dochodząc, tylko słuchaj dalej! Ty kompletnie mnie ignorujesz, bo jakaś gra jest ważniejsza, do tego w ogóle nie zwracasz na mnie uwagi. Cholera to do ciebie nie podobne, Niall!- wow się wysilił. Trochę głupio mi się zrobiło.
-Przepraszam kochanie- zbliżyłem się do niego- Nie wiedziałem, że to może cię w jakiś sposób urazić. Nigdy nie miałem problemu, kiedy ty tak robiłeś wcześniej, ani tobie kiedy ja tak robiłem. Co się zmieniło skarbie?- podniosłem jego podbródek do góry, ale on z powrotem zwrócił oczy w dół.
-Po prostu się stęskniłem- westchnął- Było mi cholernie ciężko, wstawać ze świadomością, że nie mam dla kogo tego robić. Ze świadomością, że nie mam się do kogo przytulić i pocałować  po pracy. To było okropne. Naprawdę nie chcę, aby to się działo dalej. Chcę wykorzystać te chwile. Jutro już tego nie będę miał. Ty wieczorem idziesz już do pracy, ja jutro rano i znowu się zacznie. Pewnie w ogóle nie będziemy się widywać...
-Wiesz, że zawsze znajdę dla ciebie czas. Mogę zrezygnować z pracy i wtedy każdą noc będziemy spędzać razem, co ty na to?
-No właśnie nie możesz! Jakim prawem ja mogę zarabiać i dostać trochę dodatkowej kasy, a tobie mam to uniemożliwić?
-Zawsze coś wymyślimy, nie martw się- cmoknąłem jego czoło.
-Cholera. Faktycznie czuję się jak dziewczyna. Mam ochotę się rozpłakać, to było takie ckliwe- zaśmiał się, biorąc łapczywe oddechy, starając się zapewne uciszyć emocje.- Przepraszam za to.
-Nic się nie stało. Chodź tu- rozłożyłem ramiona, w które ochoczo wpadł- Co powiesz na wspólny prysznic?- uniósł głowę i pokiwał śmiesznie brwiami.
-Chcesz się schylić po mydełko?
-Może tym razem ty?- uniosłem brew.
-Nie. Już dzisiaj pozwoliłem sobie na chwile słabości.
-I powrócił stary Kenzie wywróciłem oczami na jego pewny siebie uśmiech. Prysznic poszedł nam mimo wszystko szybko.
Właśnie wycieraliśmy się ręcznikiem, kiedy z pokoju dało się słyszeć telefon.
-Okej. Czyj tym razem?- zapytałem.
-Ugh, chyba mój- chłopak wciągnął na siebie bokserki i z wielką niechęcią poszedł odebrać telefon. Ja dalej stałem na zimnych kafelkach- Mam propozycję nie do odrzucenia!- Wrócił z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Okej, spokojnie, oddychaj- zaśmiałem się- Co jest?
-Pakuj się i lecimy na tydzień do Miami- wykrzyknął radośnie niczym pięciolatek.
-Dlaczego?
-Mam tam domek wypoczynkowy, a rodzice właśnie dzwonili, że fajnie by było, jakbym ulotnił im się z domu.
-Wow. Twoi rodzice są bardzo bezpośredni- zaśmiałem się.
-Oj tam- machnął ręką- To jak, lecimy?
-Kenzie, a co z pracą?
-Sądzę, że dadzą sobie radę bez nas. Moja ciocia jest lekarką. Załatwi nam zwolnienie. No proooooszęęę zgódź się- zrobił oczy szczeniaczka, podchodząc coraz bliżej- Moi rodzice już zarezerwowali nam bilety.
-Cooo? A jeślibym nie poleciał?
-Myślisz, że ich to obchodzi? Nie dbają o nic, a w szczególności o mnie i o kasę- powiedział to tak, że mi się zrobiło smutno, ale jemu najwyraźniej nie.
-Tylko powiem mamie- westchnąłem przekonany jego słodką minką.
-Jeeeej! Jesteś kochany- rzucił mi się na szyję.
-Lukas, z tobą na serio coś się dzieje- oboje zaśmialiśmy się.
*Perspektywa Zayna*
Po naszej poprzedniej konfrontacji z Nilą, o ile tak można to coś nazwać, nie miałem zbytnio czasu na nic. Cały czas musiałem wyjeżdżać z miasta i chodzić na różne spotkania. Nie mogę narzekać, bo cóż, to czyni mnie bogatszym, zwłaszcza, że nie mam jakiegoś, wróć nie mam żadnego doświadczenia. Skończyłem szkołę i tyle. A gdzie collage? Naprawdę byłbym niewdzięczny, gdybym zaczął kręcić nosem. Jest to dla mnie stresujące, ponieważ wciąż jestem świeży w tej branży i czuję się nieswojo przy tych wszystkich ludziach. Jestem chyba najmłodszy z nich, a jednak wyższy rangą, czuję się nieswojo, kiedy starsi o dobre dwadzieścia lat mówią mi na pan. Tak na serio to z Cortney nic sobie nie wyjaśniłem. Z tą dziewczyną nie można się dogadać. Cały czas próbowała odwrócić moją uwagę od poważnej rozmowy. Z trudem muszę przyznać, że udało jej się. Dlaczego jest taka skryta. Nie pozwala mi dopuszczać do siebie myśli, jakichkolwiek związanych z bliższym kontaktem niż przyjacielski. Zastanawiam się, dlaczego. Tak, na nudnych spotkaniach mogłem się skupić tylko i wyłącznie na Niebieskowłosej, dziękuję bardzo. Teraz mam cholerne zaległości i ani trochę nie wdrożyłem się w temat. Nareszcie mam trochę wolnego. Jest piątek rano, a ja nie mam żadnych planów na weekend. Tak cholernie mocno chciałbym zadzwonić do Nil i zapytać, czy spędzi ten wolny czas razem ze mną, ale mam jakąś blokadę. Poza tym ona pracuje. Nie mam u niej najmniejszych szans. Jest tak niedostępna. Już nawet rozważałem opcję jej homoseksualizmu, kiedy przypomniałem sobie o tym, co działo się w pokoju dla personelu w "Time". Nie, żebym myślał o tym również podczas konferencji, a potem opuścił ją z problemem...  Czego może mi brakować? Nie uważam się za jakiegoś brzydkiego. W sumie to wiele kobiet mnie podrywa i to w różnym wieku. Jestem bogaty. Mieszkam sam. Mógłbym tak wymieniać, ale wyjdzie, że jestem nieskromny. Akurat ta dziewczyna, której chcę zaimponować, nie zwraca na mnie uwagi. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Hmm. To moje rano to pierwsza po południu. Dawno tak dobrze nie spałem. Świadczy o tym uniesiona kołdra... Niechętnie, ale postanowiłem odebrać telefon, mam nadzieję, że to nie z pracy. Chwila, chwila... Nila?! O mój Allahu! To nie sen, to nie sen, muszę się uszczypnąć... kurwa! A jednak sen. Mój telefon przestał dzwonić. Patrzę z niedowierzaniem na telefon i co widzę? Nieodebrane połączenie, hura! Szybko wybieram numer do mojej znajomej. Odbiera zaskakująco szybko, jak na nią.
-Hej, Zaynee- o nie. Mówi tak do mnie, kiedy czegoś potrzebuje. To nie tak, że nie chcę jej pomóc, ale chciałbym jej być bardziej potrzebny niż do tego, żeby odebrać dla niej paczkę na poczcie, żeby jej rodzice nie zdążyli tego zrobić.
-Cześć, Nila. W czym mogę ci pomóc- wywróciłem oczami.
-Aj tam zaraz pomóc. Dzwonię bezinteresownie.
-To mi do ciebie nie pasuje. Sedno, Nila, sedno- ponagliłem ją. Chcę się w końcu dowiedzieć, co mogę zrobić.
-No więc... masz dwa garaże, prawda?
-Tak- odpowiadam powoli, nie wiedząc co ta mała istota może kombinować.
-I jeden samochód...
-Oh, Nila, skarbie. Nie musisz mi kupować samochodu. Jeden mi w zupełności wystarcza- zaśmiałem się. Może podpuszczając ją, szybciej dowiem się, o co chodzi.
-Ale ja tak bardzo chcę Zayn, już go kupiłam, nie możesz odmówić prezentu ode mnie... A tak na serio to czy mógłbyś na weekend przechować mój samochód?- Tak, sarkazm to ulubiona forma wypowiedzi niebieskookiej.
-Jeśli mogę zapytać, to dlaczego? Przecież masz swój garaż.
-Tak, wiem, ale potrzebuję gdzieś jechać.
-Więc jak zamierzasz to zrobić bez samochodu?
-Zadajesz dużo pytań ostatnio. To mogę?
-Pod jednym warunkiem....
-Och, no proszę! Czego chcesz?
-Wyjaśnisz mi wszystko jak przyjedziesz.
-... Za 15 minut będę- i się rozłączyła. Tak po prostu. Naprawdę jej nie rozumiem. Zastanawiam się, czy ubrać się czy jednak zostać w bokserkach... Chyba się ubiorę, bo istnieje ryzyko, że niczego się nie dowiem. Szybki prysznic, ubrania i wyglądam jak człowiek. I pukanie do drzwi. Pospiesznie otwarłem drzwi, a Nila pocałowała mnie w policzek.
-Otworzysz garaż?- zrobiła słodkie oczka.
-Najpierw mi powiedz- założyłem ręce na piersi z groźną miną.
-Może jak odwieziesz mnie do domu?- zapytała.
-Okej. Idź do samochodu, otworzę garaż- posłusznie zrobiła to co kazałem, a już za chwilę wjeżdżała swoim terenowym samochodem do mojego garażu. Ledwo bo ledwo, ale wszedł na wysokość. Te garaże są raczej przystosowane do sportowych aut, które są niskie. Przez drzwi w ścianie przeszedłem do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie stał mój samochód. Dziewczyna podążała za mną. Bez słowa oboje wsiedliśmy do auta i ruszyłem w drogę do jej domu- Zamierzasz mi w końcu powiedzieć, o co chodzi?
-Jesteś strasznie ciekawy, ale okej- wzięła głęboki wdech- Wiesz, że mam starsze rodzeństwo- czułęm jej wzrok na sobie, jednak nie odwracając głowy od jezdni kiwnąłem głową- No więc ta dwójka, która jest prawdziwa, nie za bardzo lubi moich rodziców. Oboje mieszkają w Filadelfii i rzadko się widujemy. Ja nie mam jak do nich pojechać, a oni nie chcą mnie odwiedzać ze względu na rodziców. Tutaj w Jersey mamy, że tak powiem neutralny grunt- tym razem popatrzyłem na nią ze zmieszaniem- Ugh. Mój szwagier ma tutaj działkę. Moi rodzice o niej nie wiedzą. Tak się złożyło, że postanowili się ze mną spotkać no i potrzebowałam ukryć samochód, żeby moi rodzice nic nie podejrzewali.
-No dobra, ale jak się tam dostaniesz?
-Bo to nie jest zwykłe spotkanie rodzeństwa. Kojarzysz markę Volkswagen?- znowu kiwam głową- No cóż. Jesteśmy jakby fanami starych samochodów. Ja, mój brat i szwagier mamy garbusy. Ja mam najgorszego, bo jeszcze mnie nie stać na dobry model, ale Lopez ma już klasyka. Na zlocie będzie dużo osób, ale ja jadę tam z tego mojego prywatnego powodu. Gdyby moi rodzice widzieli, że mam terenowe w garażu, a jeżdżę garbusem od razu wiedzieliby, co się święci, a tak, myślą, że będę zupełnie gdzie indziej- uśmiechnęła się, kończąc historię.
-Mogę go zobaczyć?
-Jasne- właśnie zajechaliśmy pod dom- Nie mam zbyt wiele czasu. Rodzice za niedługo wrócą, a ja muszę włożyć wszystkie rzeczy i jak najszybciej jechać, żeby mnie nie zauważyli- wyskoczyła z mojego samochodu i popędziła do wbudowanego w jej dom wnętrza. Po chwili dało się słyszeć głośny warkot. O tak, ta dziewczyna wie, co to dobry tłumik.
Koło mnie zatrzymał się wiśniowy pojazd. Był uroczy. Wielu ludzi jeździ tymi samochodami, bo tak naprawdę są najtańsze. Nie wiedziałem, że ktoś może się tym pasjonować. Zaparło mi dech w piersiach, kiedy podszedłem bliżej i zajrzałem do środka. Za tylnym siedzeniem znajdowały się ogromne głośniki i tuba. Matko, to jest cudo! Teraz jeszcze bardziej podoba mi się Nila.
-Kotek,  bo ci mucha wleci- zaśmiała się dźwięcznie na widok mojej miny.
-M-mogę z tobą jechać?- zapytałem zauroczony.
-Nie jestem pewna, czy to impreza dla ciebie- spoważniała.
-Niby dlaczego?- zrobiłem minę niczym dziecko, które nie może dostać zabawki.
-Od kiedy jesteś zwolennikiem spania pod namiotami?- uniosła brew.
-Byłem harcerzem!- zarzekłem się.
-Jakoś mi się nie wydaje- popatrzyła na mnie jak na debila.
-No dobra, nie byłem. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, nie?- uśmiechnąłem się niewinnie.
-Będę po ciebie za 30 minut. Radzę spakować ciepłe ciuchy, jak masz namiot możesz wziąć- taaak, namiot to ja miałem, jak śniłem o tobie...- Pospiesz się- po tych słowach już mnie nie było. Pędziłem na złamanie karku, a raczej przepisów. Nie zdziwię się, jak dostanę mandat. Wpadłem jak burza do mojego domu. Pozbierałem jakieś dresy, koszulki, ciepłe bluzy. Namiotu nie mam. Nie wiem ile czasu upłynęło, ale usłyszałem naprawdę głośną muzykę na zewnątrz. Popatrzyłem przez okno, a w samochodzie czekała już Courtney. Zabrałem moją torbę, zamknąłem drzwi na klucz i zakładając Ray-Bany ruszyłem do znajomej.
-Gdzie ja ci to zmieszczę?- krzyknęła wychodząc i stając przed maską i ją otwierając. No tak, bagażniki w takich samochodach znajdują się z przodu.
-Damy radę- posłałem jej firmowy uśmiech i poprzesuwałem trochę jej rzeczy tak, że również moje się zmieściły- Widzisz cudowny Malik czuwa!- wywróciła oczami- Mogę prowadzić?
-Chyba cię pojebało!
-Nie?
-Nikt. Powtarzam NIKT nie ma prawa prowadzić tego samochodu! ZA-PA-MIĘ-TAJ! End of story.
-Okej- podniosłem ręce w geście obronnym- jedźmy- zrezygnowany usiadłem na miejscu pasażera. Ledwo Nila przekręciła kluczyk, a w samochodzie rozległy się głośne bity Ellie Goulding. To lubię! Chociaż mam wrażenie, że ogłuchnę. Podziwiałem profil dziewczyny i to, jak niesamowicie sobie radzi w tym samochodzie, mimo braku wspomagania i no cóż w tym oldschoolowym wnętrzu. Czuję się jak dziecko. Nila przesunęła po ekranie swojego telefonu, który był na podpórce, przypiętej do szyby, a muzyka ucichła.
-Hej babciu... Nie, wszystko okej.... Jak coś jestem u ciebie, dobrze... Tak... Będę w niedzielę... Piątka albo szóstka... Dowiesz się.... Też cię kocham, do zobaczenia- i znowu głośna muzyka. Myślałem, że ona mówi sama do siebie, ale po chwili zauważyłem, że w lewym uchu ma słuchawkę. Sprytnie, nie koliduje z prowadzeniem tego poniekąd gruchota.
-Twoja babcia wie o wszystkim?!- krzyknąłem tak, aby mnie usłyszała.
-Tak. To wspaniała kobieta- również krzyczała. Muzyka znowu ucichła, tym razem bez interwencji Nil- Hej tato... Jadę do babci... Odstawiłam Suzuki do warsztatu... Wiesz, wujek ma dużo pracy, a mój kolega dopiero zaczyna i chcę mu pomóc... Odbiorę go w niedzielę wieczorem, albo w poniedziałek... Tak, paa. Nienawidzę tego człowieka. Zadaje zbyt dużo pytań- muzyka tym razem coś, czego nie znam, ale podoba mi się. Czuję każdy bit w moich kościach, ale nie na długo.
-Co chcesz?- patrzę na wyświetlacz jej telefonu... matka? I ona mówi do niej takim tonem?- Już jadę. Mam bagaż- uśmiechnęła się patrząc na mnie. Zrobiłem urażoną minę, a ona tylko puściła mi oczko- Do 20 minut. Okej cya.
-Tak rozmawiasz z matką?
-Tak- popatrzyłem na nią dziwnie- Nie rozumiem, o co ci chodzi- postanowiłem nie wnikać. Po kilku piosenkach byliśmy na miejscu. Chyba oczy wyjdą mi z orbit. Tutaj jest pełno starych samochodów. Nigdy nie byłem ich fanatykiem, ale to jest niesamowite. Nila podała jakiś papier kolesiowi stojącemu na bramce. Ten wręczył jej dwie przepustki, jak sądzę i jeszcze jakąś reklamówkę, którą mi dała. Nie mogłem się powstrzymać i zajrzałem do środka, gdzie znalazłem piłkę do rugby, czapkę, naklejki, kubek z logiem VW i jeszcze jakieś pierdoły.- To gadżety. Na każdym zlocie je dostajesz, od sponsorów.
-Fajnieee- zajawiłem się.
Nim się obejrzałem, a już parkowaliśmy obok czerwonego garbusa cabrio. Był śliczny-Podoba ci się?- wyrwała mnie z myśli, a ja jedynie pokiwałem głową, bo aż zaschło mi w gardle- To oryginalny carman 1302 z lat '70. Należy do mojego szwagra. Chodź, poznam cię z tymi debilami- zaśmiała się, wychodząc z samochodu, a  ja zrobiłem to samo.
-Nila, KOCHANIUTKA!!!- jakiś chłopak, sądzę, że przed trzydziestką przytulał właśnie moją Nil. No dobra, nie moją, ale...
-KOCHANIUTKI- wyszczerzyła się. Okej, vas happenin'?!
-Ekhem.
-O tak, to jest mój szwagier, a to mój kumpel Zayn-przylepa- poczułem się urażony.
-Siema, co tam?- Chłopak poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu.
-Dobrze...
-Gdzie matka?- przerwała mi Nila.
-Z Caro i Synkiem, zaraz przyjdzie- nie miałem kompletnie pojęcia, o co chodzi, ale wszystko mi wyjaśniono. Wszyscy tutaj mają ksywki Matka to siostra Nil- Monica, a Synek, to jej brat-Matthew. Spodobało mi się tutaj. Nie ważne w jakim wieku jesteś, nikt nie traktuje cię z góry. Nila jest tutaj najmłodsza. Zupełnie inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. A tymczasem co? Wszyscy siedzą jak jeden mąż przy grillu i piją, palą trawkę, po prostu pełen chillout. Jest niesamowicie. Już wiem, dlaczego Cataleya tak lubi spędzać z tymi wszystkimi ludźmi czas. Dziewczyna siedziała koło mnie, kiedy przysiadła się do nas jej siostra.
-Jak tam w domu?
-Pokłóciłam się z matulą- przyjaciółka wzruszyła ramionami.
-Coś poważnego- znowu wzruszenie ramionami- Okej, gdzie tym razem- popatrzyła na nią karcąco. Okej, o co chodzi? Nie jestem w temacie. ZNOWU- No pokaż.
-Ja wiem!- krzyknął Lopez z drugiego końca.
-Zamknij się!- zwróciła się do niego krzycząc, aby ją usłyszał, a on posłał jej buziaka.
-W uchu raczej nie, bo nie widzę- zaczęła się nerwowo przyglądać swojej młodszej siostrze, mierząc ją wzrokiem.
-Pokażę ci, tylko przestań- zaśmiała się, otwierając usta i unosząc język.
-Ile dałaś?- Nila spuściła wzrok- Nie, proszę nie mów, że ten kolczyk zrobiłaś sama?- popatrzyła na nią z przerażeniem- Cataleya! To jest niebezpieczne. To już nie jest ucho!
-Nie krzycz, mogłam ci nie pokazywać- obrażona dziewczyna odeszła od ogniska. Poszedłem za nią wprost do naszego namiotu.
-Dlaczego to robisz?- zapytałem, siadając za nią.
-Przestań, jeżeli też masz mnie oceniać- szepnęła.
-Nie będę, obiecuję- przytuliłem ją. Dziewczyna zaczęła mi opowiadać, że robi to,kiedy się z kimś pokłóci. Byłem zdumiony jej nagłą otwartością, ale nic nie mówiłem. Po prostu ją przytulałem. Jest bardzo silna. Nie popłakała się, aż zasnęła w moich ramionach, zostawiając mnie samego z moimi myślami. Rozłozyłem śpiwory i położyłem nas spać.
_____________________________
Dobrnęłam. Krótko. Nie miało tak być- nie podoba mi się perspektywa Zayna- zjebałam. Nie wiem, kiedy kolejny, dzięki za komentarze i wyświetlenia. Zapraszam na tumblr: coffeeandcigarettebitches, twittera: ladymorfienpl oraz tutaj
Całuję i życzę udanego długiego weekendu~Lady Morfine <3

6 komentarzy:

  1. O FUCK.. boski rozdział.
    Kobito pisz dalej ;)
    Szybciutko. Bo ja tu szału dostanę ;)

    NOMINOWAŁAM CIĘ DO LIEBSTER AWARD.
    Więcej informacji znajdziesz na moim blogu w zakładce "Liebster Award"

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcesz się schylić po mydełko? :D haha rozjebało mnie to.
    Rozdział zajebisty, przepraszam że dopiero teraz komentuję :)
    Lukas i Kenzie wymiatają :D Czekam na następny, pozdrawiam Asiek :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    Zapraszam do udziału w nowym konkursie na stronie stowarzyszenia www.ff-1d.blogspor.com !
    Przewidujemy niezłe nagrody :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, zapraszam do wzięcia udziału w nowym konkursie literackim na ff-1d.blogspot.com :)

    xx

    OdpowiedzUsuń
  5. hej, nominowałam cię do Liebsten awards
    wiecej na http://allyouneversaytome.blogspot.com/2013/12/liebsten-awards-again.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział <3 uśmiałam się trochę przy nim, czekam na następny

    OdpowiedzUsuń